Skip to content

„Na pierwszą nóżkę!” – podstawy polskich toastów.

Niektórym wzniesienie toastu kojarzyć się może wyłącznie jako nudnawy punkt na początku wesela lub oratorski popis przełożonego podczas służbowej imprezy. Jeden toast będzie bawił, inny wzruszał lub inspirował. Nieumiejętnie wygłaszany toast może też nudzić, czy nawet żenować.  Nie zapominajmy, że toast może być też czymś równie prostym, jak radosny okrzyk „Na zdrowie!” przed kolejnym łykiem ulubionego trunku. Wszystkie toasty mają jeden cel – czynienie danej chwili bardziej wyjątkową, aby uczcić kogoś, coś lub po prostu dobrze się bawić.

Czym jest toast?

Bez wątpienia wznoszenie, czy też spełnianie, toastu to rytuał nierozerwalnie związany z piciem alkoholu. Sam toast to rodzaj krótkiego przemówienia i jako takie powinno być uznane za formę… literatury! Pomimo że jest to forma z zasady prosta nie można jej odmówić różnorodności. Wspomnieliśmy już, że toasty mogą być mniej lub bardziej formalne. Obok tych krótkich, możemy też nieraz spotkać się z toastem bardzo rozbudowanym (szczególnie, jeśli mówca kocha dźwięk własnego głosu). Przemowa może nawet zostać zastąpiona pieśnią. Choć obecnie sztuka wznoszenia toastów być może nie jest praktykowana na tę skalę co w przeszłości, tradycja ta jest trwale wpisana w naszą historię.

Historia toastów

Toast, jako rytualne spożycie alkoholu był obecny w kulturze od czasów starożytnych. Niemal wszystkie minione cywilizacje, prawdopodobnie niezależnie od siebie, poznały techniki otrzymywania alkoholu i wplotły go w pewne rytuały. Rytuały te ewoluowały w zwyczaje, które dziś nazywamy kulturą biesiadną, umożliwiającą zawieranie i zacieśnianie społecznych więzi. Jednocześnie same toasty właściwie od początku powiązane były z ideą publicznego uhonorowania danej osoby.

Starożytni Grecy rozwijali tradycje sympozjonów – uczt i biesiad, gdzie poza wspólnym posiłkiem celebrowano wspólne spożywanie wina. Ważnym elementem konsumpcji pozostawało składanie ofiar z części pitego trunku i towarzyszące temu modlitwy na cześć bogów, głównie Dionizosa. Inwokacje z czasem rozwinęły się w dłuższe formy, takie jak hymny sławiące bóstwa, herosów czy co ważniejszych współbiesiadników.

Kultura toastów wciąż rozwijała się również w Europie średniowiecznej. To właśnie z tym okresem wiąże się kilka ciekawych mitów. Jeden z nich dotyczy zwyczaju stykania kielichów podczas wznoszenia toastów. Niektórzy wierzą, że brzdęk naczyń miał odstraszać złe duchy. Inne źródła (głównie współczesne strony internetowe, udostępniane chętnie w mediach społecznościowych) wiążą ten zwyczaj z nieufnością rzekomo panującą przy ówczesnych stołach – mocne stuknięcie naczyń podczas toastu miało doprowadzić do zmieszania zawartości, co wykluczało próbę otrucia. Obie te teorie, choć niewątpliwie przemawiają do wyobraźni, musimy uznać jedynie za mity. Po pierwsze szklane kieliszki nie były w średniowieczu powszechne. Bez nich trudno oczekiwać dźwięcznego toastu. Ponadto często, szczególnie mocne alkohole, pito z jednego naczynia, przekazywanego między sobą.  Również aspekt rozlewania płynu jest nieco dyskusyjny. Trudno wyobrazić sobie powszechną akceptację notorycznego marnowania części trunku przy każdym stuknięciu kielichów i towarzyszące temu zalewanie podłogi, stołu, współbiesiadników i samego siebie. Jakie jest więc prawdziwe źródło tradycyjnego „stukania”? Tego niestety nie wiemy.

W czasach Rzeczypospolitej Szlacheckiej toasty nazywano jeszcze „wiwatami” lub „zdrowiami”. Ta ostatnia nazwa była pokłosiem panującego dawniej przekonania, że alkohol, w tym wódka, może być dobry dla zdrowia. Współcześnie oczywiście mamy inne zrozumienie wpływu trunków na nasz organizm, jednak zawołanie „Na zdrowie!” stosowane jest do dziś. Podczas szlacheckich biesiad toasty stawały się coraz dłuższe, powstawały też hymny i pieśni biesiadne. Niewątpliwie wzrost popularności wódki przyczynił się do rozwoju tradycji spełniania kolejnych toastów. Stanowiły one formę wyrazu uznania i poparcia dla poszczególnych urzędów czy instytucji, dlatego istniała ich określona hierarchia . Pito za samą Rzeczpospolitą, Króla Jegomościa, Królową, Prymasa i znamienitych gości, a gdy lista dobiegała końca, to goście pili zdrowie gospodarzy. Każdy toast wygłaszano na stojąco, a po zakończonej przemowie okrzykiwano osobę, która była uczczona, wspólnym „Niech żyje!”. Udziału w toaście nie można było też odmówić, byłby to obraźliwy gest wymierzony w adresata wiwatu. Stąd panujący na dawnych biesiadach obyczaj „przynuki” – wzajemnego zachęcania, przymuszania do picia.

W późniejszych czasach toasty zachowały swoją rozbudowaną formę, zaczęły pełnić również rolę umoralniających kazań, czy przypowieści o tematyce około narodowościowej. Tego typu obyczaje utrwalono między innymi na kartach sienkiewiczowskiej Trylogii oraz w Panu Tadeuszu Adama Mickiewicza.

Toasty dzisiaj?

Współcześnie toasty w Polsce stopniowo zanikały, w miarę jak kulturę biesiadną, wraz z piciem „pod komendę” zastępowała kultura barowa. Zachowały znaczenie w sytuacjach oficjalnych, stały się na przykład ważną częścią protokołu dyplomatycznego. Nie ma jednak powodu, dla którego mniej formalne toasty miałyby nie odzyskać dawnej popularności. Jest nadzieja, aby tradycję polskich toastów reaktywować. Często zachwycamy się kulturą gruzińską, czy bałkańską, gdzie obyczaj wznoszenia „wiwatów”  jest dalej żywą sztuką. Zapominamy przy tym, że sami mamy wspaniałą historię wspólnego biesiadowania, z której możemy czerpać.

Na zakończenie trzeba podkreślić, że staropolską „przynukę” warto zastąpić ideą odpowiedzialnej konsumpcji. Choć tradycyjny polski toast nierozerwalnie łączy się z piciem alkoholu i najlepiej spełnić go Polską Wódką, to koniec końców najważniejsze jest wspólne celebrowanie wyjątkowej chwili, czy ukochanej osoby. Nieraz samo symboliczne wzniesienie kieliszka wystarczy.

Autor tekstu: Mariusz Dampc przewodnik Muzeum Polskiej Wódki


Zapraszamy do naszego sklepu online,
gdzie znajdziesz szeroki wybór pamiątek z polskimi toastami:

Kartka okolicznościowa

Kubek

Magnes

Pocztówka

Zakładka